poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Metamorfoza stołu

Metamorfoza stołu

Witam

Zostałam posiadaczką pięknego starego stołu, takiego o którym zawsze marzyłam , na dodatek rozkładanego ( po rozłożeniu  ma 180/110 cm ). Stan techniczny dobry, nie kwiekotał się, jednak wizualnie sami widzicie - jak się okazało, trzy warstwy farby i najłatwiej było tylko ściągnąć tą białą, bo pozostałe dwa brązy to była syzyfowa praca




Blat wyczyszczony do zera, początkowo miał być zostawiony jasny, jednak biała szpachla  zadecydowała, że  będzie inny kolor - bałam się ją wydłubywać, bo nie wiedziałam co się stanie.

 O ile z blatem nie było bardzo dużo roboty -  tylko 8h szlifowania, tak cała reszta dała mi we znaki.  Nie było mowy o szlifowaniu stołu papierem do surowego drewna, farba jak dla mnie to najgorsza olejna. Użyłam środków chemicznych do ściągania farby. Robiłam to na zewnątrz wg zaleceń na opakowaniach. W sumie czyściłam go 20h - nie, nie żartuję ...była to mozolna praca bo jak już wspomniałam lakier był okropny.


Jedynie szersze deski mogłam przeszlifować szlifierką, ale to też po uprzednim ściągnięciu farby, bo papier ścierny momentalnie zapychał się farbą.



Po dokładnym oczyszczeniu, odtłuszczeniu, przystąpiłam do najprzyjemniejszej części - malowania. Nogi pomalowałam białą Casa Blancą i pokryłam woskiem bezbarwnym.


Blat zawoskowałam barwiącym woskiem, który najbardziej mi się kolorystycznie spodobał - przydymiony dąb.
Stół nie jest idealnie gładki, nie chciałam go zrobić na " sklepową nowość " jak ja to nazywam. Ma być na nim widać, że jest bardzo stary - bo raczej jest, nie ma w nim ani jednego gwozdzia lub śrubki.

A już niedługo zapraszam Was na kolejną metamorfozę .







Pozdrawiam, Marta

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz